amika4 napisał:
Zapomnieć zdrady się nie da. Wybaczyć ? No, może "jednorazowy skok w bok", którego ktoś żałuje...Może...
Ale zdrad notorycznych - nie !

może moje słowa będą bardzo naiwne, ale czy jedna zdrada, czy też więcej - jak dla mnie to bez różnicy. Dlaczego?
Bo zostaje naruszony fundament dotychczasowego związku. A jest nim bezgraniczne zaufanie do tej drugiej osoby.Zaufania, tego bezgranicznego a nie wybiórczego już nigdy nie odzyskasz. Gdy jego zabraknie to cegła po cegle budowla zwana małżeństwem rozpada się wraz z upływem czasu. Może kobiety inaczej na to reagują, bardziej życiowo, ale dla mnie jako faceta to zaufanie stanowi podstawe związku. Po co sobie przysięgać czy to przed Bogiem, czy tylko przed urzednikiem USC, skoro są to tylko puste słowa? Po co te różne ceremoniały, skoro nie traktujemy ich poważnie? Czy nieskrępowane możliwości samorealizacji, zaspokajania nawet słusznych z punktu widzenia biologii, poczucia swojego ja uzasadniają zdradę? Bo związek był toksyczny, bo brakowało mi emocji w związku, bo szarośc życia mnie przytłacza... cuż, piekne usprawiedliwienia... ktore jednak niczego usprawiedliwiac nie raczą. Czy tylko ja dostrzegam paradoks sytuacji zdrady?
Wszelkie późniejsze próby zrozumienia tego co zaszło na nic się zdają, mądre analizy specjalistów niczego tu nie zmieniają. W dzień nawet to staje się wytłumaczalne, w nocy we śnie katujesz się tym po raz kolejny, wbrew swojej woli, dlaczego? Przecież to zrozumiałes... a to trwa. Latami. Nasila się.Stwierdzasz,że nie masz połowy swojego mózgu, ze pustke po tkance nerwowej wypełniają czarne emocje, kipią, mieszają się by czasami kiedy samokontrola zawodzi dopaść cię bezwzględnie, nie dając odrobiny litości. Nie chodzi mi o uzewnętrznienie czy agresje do tej drugiej osoby, idzie mi o samodestrukcję.Gdy bylismy w związku i nie kochaliśmy prawdziwie tej drugiej osoby, być może i jesteśmy w stanie wybaczyć. Gdy jednak była to miłość... zdrada partnera nas zabija, czyni emocjonalnym zombi, wrakiem człowieka, podejmującym wszelkie działania niejako z automatu, bo tak trzeba, bo nikt inny tego nie zrobi...
Przepraszam za tekst, ale musiałem to z siebie wylać.
A co ma powiedzieć potem osoba zdradzona, która już nigdy więcej nie spojży na świat w sposób jaki wcześniej patrzała. Zdrada w pewnym stopniu okalecza, można rzec na trwałe. Czy nawet w innym późniejszym związku duchy z przeszłości nie będą, tym razem być może z pozycji urojen niszczyć tego co nowe, co potencjalnie nie musi kończyć sie tym samym co stare?
...widziane oczyma faceta