Stefano, ciężko będzie (chyba, że nie masz mózgu i uczuć). Jeżeli żona znalazła sobie inny obiekt westchnień, to będziesz musiał ją olać i iść dalej, a droga którą podążysz może być kręta albo prosta - wszystko zależy od Ciebie i sytuacji (i osób) które napotkasz. Nie odmierzaj czasu, bo nie ma sensu. Jeżeli nadal kochasz żonę, to masz problem, bo nawet gdy ona ocknie się po jakimś czasie, to pozostanie w związku pewien fakt, który najprawdopodobniej będzie wypływał na wierzch przy każdej nadarzającej się okazji.
Ja osobiście wierzę w mediacje ale tylko wtedy gdy nie ma zdrady w związku (kobiety na ogół ją łatwiej wybaczają lecz nie ma tutaj reguły), oczywiście piszę to tylko na podstawie własnych doświadczeń.
Pustka. Osobiście uważam, że pary bezdzietne mają trochę gorzej - dlaczego? - dlatego, że ludzie bez dzieci mieli tylko siebie, w nikogo innego nie upychali uczuć i tym trudniej jest im odnaleźć siebie po rozpadzie związku. Dodatkowo gdy nie posiadasz dzieci, to nie jesteś zmuszony do tego "pędu o przetrwanie", co daje większe pole dla wszelkiego rodzaju depresji i użalania się nad własnym losem. Tym ciężej jest przetrwać kryzys rozstania im mniej masz wokół siebie bliskich osób, które ciebie napędzają do życia albo które ty musisz napędzać (wychowywać).
Co ci pozostało? Pisz i szukaj odpowiedzi, szukaj siebie w tym wszystkim, bo gdy go odnajdziesz - będziesz wiedział co dalej... z tym wszystkim.
Pozdrawiam.